niedziela, 8 maja 2016

Prologue

                Głośny ryk przerwał śmiertelną ciszę panującą w na wpół nienaturalnie spalonym lesie. Gdzieś w oddali widać było, jak kilka osmolonych ptaków ze skrzekiem opuszcza nagie gałęzie tych drzew, które nie leżały zwęglone na ziemi. Chwilę później dźwiękowi zaczął towarzyszyć mrożący krew w żyłach skowyt zarzynanych zwierząt, które najwidoczniej musiały ostać się w miejscach, gdzie ogień nie wypalił resztek zieleni.
                Nagle przez zbiorowisko cierni i dziko rosnących krzaków jakichś owoców, które jakimś cudem nie uległy spaleniu, przedarła się przerażona kobieta odziana jedynie w poobdzierany, gdzieniegdzie dziurawy i brudny płaszcz. Z jej ran na twarzy, rękach i nogach sączyła się krew, z niektórych miejsc tak obficie, że skapywała na ziemię, a wcześniej zapewne perfekcyjnie ułożony kok zamienił się w skołtunioną burzę ciemnych włosów, w których można było dostrzec pozostałości po pokonanych wcześniej przeszkodach.
                Do serca drżącymi dłońmi przyciskała zawinięte w brudnozielony, zakrwawiony kocyk płaczące dziecko z paskudną raną ciągnącą się od prawego oka aż do brody. Biegnąc, kątem oka zauważyła średniej wielkości szczelinę w skale, o którą opierało się w połowie złamane drzewo i niewiele myśląc włożyła tam trzęsące się z zimna niemowlę, całując je uprzednio w czoło i czystym kawałkiem swojego ubrania starła krew cieknącą po malutkiej twarzyczce.
                Paroma gałęziami zakryła dziurę i szybko odbiegła kilka metrów, by paść kolanami na błotnistą glebę i z łzami w oczach wypowiedzieć krótką modlitwę. Chwilę później w miejscu, w którym klęczała leżała jedynie szkarłatna plama krwi i odcisk ogromnej łapy z długimi szponami. Z daleka słychać było jedynie cichy śmiech pełen satysfakcji i łkanie małej istoty schowanej w szczątkach lasu.

Słowem wstępu

   Po tych słowach chwycił w dłonie najgrubszy, zakrwawiony łańcuch, obwiązał go wokół jej nóg i przywiązał do pnia starego drzewa. Gdy skończył, kopnął ją jeszcze raz w brzuch i zwyczajnie odszedł, zostawiając zmaltretowaną dziewczynę, która zaczęła cichutko łkać. Mogła sobie na to pozwolić. Jego już nie było. Miał wrócić dopiero następnego dnia.
Skrzywdzona, 2015 rok
Anastasia